Darmowe narzędzie do tłumaczeń stron internetowych
FreeWebsiteTranslation.com

Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi benasek z miasteczka Berlin. Mam przejechane 7896.00 kilometrów w tym 833.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 16.90 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

Archiwum bloga

Radio Kriola
Moje zagadki

Te browarki degustowałem

Beercaps from tasted beers

Dane wyjazdu:
10.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:

Uganda cz. 2 W Kakooge u Misjonarzy

Środa, 25 listopada 2015 · dodano: 12.12.2015 | Komentarze 12

Rano schodzimy na śniadanie. Kawa lub herbata, do tego jakiś omlet. Michał ładuje sobie miód na chleb, podobnie Tomek. Jem te przyrządzone przez miejscowego kucharza jajo i zastanawiam się, co zrobię jak mnie po nim złapie porządne rozwolnienie. Ot takie zboczenie zawodowe... Lekarstwa jakie ze sobą zabrałem nie były jak na razie potrzebne, prócz jednego. Ukoronowaniem każdego śniadania jest pewna tabletka, jak ta wisienka na torcie - lek Malarone. To jeden z najbardziej skutecznych środków w profilaktyce malarii. W tropikach a więc także w Ugandzie malaria jest ogromnym problemem. Zachorowanie na nią jest tu wysokie i każdy, kogo pytaliśmy, na tą chorobę co najmniej raz w roku choruje. Sieje zawsze postrach, umiera na nią na świecie około 2 mln ludzi rocznie. Na dwutygodniowy wyjazd potrzeba 24 tabletki, bo powinno się ją zażywać trzy dni przed wyjazdem i tydzień po powrocie. 12 sztuk kosztuje około 170 zł. Mówi się, że skoro nie chcesz wydawać pieniędzy na Malarone, nie wyjeżdżaj do Afryki. Nie wyjeżdżaj również bez szczepienia przeciwko żółtej febrze i wzw typu A i B.


Malarone - lek przeciwmalaryczny © benasek

Zapłaciliśmy za pobyt w ICU Gesthouse i zadzwoniliśmy po kierowcę. Za 10 000 szylingów ugandyjskich (Ok 3 $ USA) miał nas zawieźć nas na dworzec autobusowy w stolicy. Po drodze wpadliśmy na pomysł, by mu zaproponować jazdę nie na dworzec a od razu do Kakooge - celu dzisiejszego dnia. To miejscowość leżąca 85 km na północ od Kampali.

- Ile będzie kosztować transport do Kakooge? Pytamy naszego szofera. Ten odpowiada, że nie wie i musi się zapytać szefa. Po zasięgnięciu informacji odpowiada, że 100 000 szylingów.
- Możemy dać 50 000 wyskakuję bez wahania z propozycją, która jednak nie spotkała się z aprobatą naszego drivera. Michał informuje, że autobusem damy radę za 30 000, ale to jazda na pół dnia.
Kierowca po konsultacji z szefem mówi
- Ok, dajecie 80 000 i jedziemy. Ja dalej uparcie, ze 50 000 i nie ma mowy więcej. Przez dłuższą chwilę jedziemy w milczeniu. Chłopakom spodobał się pomysł, byśmy pognali taksówką. W rejsowym autobusie oprócz ludzi jadą często całe gospodarstwa, z kozami, kaczkami, kurami i pies wie czym jeszcze. Pod koniec podróży kierowca dodaje:
- Ok, 70 000 i jedziemy.
- Niech będzie nasza strata dajemy 60 000 i ani centa więcej informuję. Po czym dajemy do zrozumienia, że tu i tu chcemy wysiadać.
Ten znów rozmawia z szefem. Mówi, że dobra, ok i tym sposobem jedziemy wygodnie do Kakooge samochodem osobowym.
Lubię się targować i robię to zawsze jak jestem gdzieś tam w świecie. Targowałem się nawet kiedyś w Danii i kupiłem w sklepie ze sprzętem gospodarstwa domowego zamrażarkę 200 zł taniej. Gdzie jest napisane, że w zwykłych sklepach nie wolno się targować?

Jedziemy główną krajową drogą, łączącą Ugandę z Sudanem.


Droga krajowa UNRA łącząca Sudan z Ugandą © benasek

Przez większą część trasa jest prosta jak strzała i nawet w całkiem dobrym stanie. Po drodze obserwujemy co na drodze i przy drodze.


Uganda. Przewóz prasy na motocyklu © benasek


Uganda. Motocykl na drodze © benasek


Uganda. W drodze do Kakooge © benasek


Uganda. W drodze do Kakooge © benasek


Uganda. W drodze do Kakooge © benasek

Chociaż te zwierzęta groźnie wyglądają, nie są niebezpieczne. (Zdjęcie wykonane przez Tomka).


Uganda. Bydło na drodze w drodze do Kakooge © benasek


Uganda. katikamu. Gdzie to jest? © benasek

Oj, żebym to ja wszystko sfotografował, co widziałem ciekawego... Mam drobne problemy z aparatem. Jak wrócę, muszę go zanieść do serwisu. Jest jeszcze na gwarancji.

Po około 1,5 h jazdy bez żadnych przygód docieramy do Kakooge.

Dlaczego tutaj przyjechaliśmy? Bo w tej małej miejscowości od ponad 10 lat mieszkają i pracują dwaj polscy misjonarze - franciszkanie ks. Bogusław Dąbrowski i ks. Marek Warzecha. Przywitaliśmy się, każdy z nas dostał własny pokój, poczuliśmy w końcu namiastkę luksusu. W Kampali gnieździliśmy się w trójkę w jednym pokoju, toaleta i prysznic był tam na korytarzu a tu proszę bardzo, wszystko pod ręką. Przyjęto nas bardzo gościnnie.


Kakooge. Misja franciszkanów © benasek


Uganda Kakooge. Obiad u Franciszkanów © benasek

Zasiadamy do posiłku, próbujemy tutejsze specjały. Jest matoke przyrządzone z bananów, smakuje nieco jak ziemniaki z masą bananową ze szczyptą cukru. Do tego gulasz, rodzaj szpinaku o nazwie sukumawiki i parę innych smakołyków. Obowiązkowo ugandyjskie piwo. W czasie pobytu próbowałem wszystkie browary jakie mi się udało spotkać. Kapsle powędrowały do kieszeni torby. Mina celnika na lotnisku gdy zobaczył ich dwie garście była bezcenna.
Po jakimś czasie męczę gospodarzy pytaniem o rower.
- Macie tu jakąś brykę na dwóch kołach?
- Skuter potrzebujesz, motor?
- Rower. Wycieczkę po okolicy bym chętnie na nim zrobił - dodaję.
- Mamy dwa rowery, trzeba tylko sprawdzić, czy jest powietrze w dętkach - otrzymuję odpowiedź.
- No to pięknie.
Ks. Marek zaprowadza mnie do pomieszczenia, gdzie stoją dwa rumaki lepszy i gorszy. Biorę oczywiście ten pierwszy. Dopompowuję trochę powietrza i jazda na podbój Kakooge.

Wyruszam polną, żółto-brązową drogą jakich tysiące na Czarnym Kontynencie.

Oczywiście wzbudzam zainteresowanie u miejscowych. Wzajemnie siebie obserwujemy. Ten chłopiec wyruszył po wodę. Czasem trzeba wiele kilometrów te bańki targać. Widok ludzi z tymi zbiornikami jest tu powszechny.


Kakooge. Chłopiec z rowerem © benasek

Wszędzie słyszę znane mi już muzungu, muzungu... How are you muzungu.


Dzieci ugandyjskie w Kakooge © benasek


Uganda Kakooge. Dziecko © benasek


Chłopiec z rowerem i liśćmi bananowymi © benasek


Kobieta z dziećmi na drodze © benasek


Dziecko ugandyjskie w Kakooge © benasek


Dzieci w Kakooge © benasek

Mijam jedną z wielu miejsc gdzie łapie się pasikoniki. Jak je się łowi? Stawia się wieczorem beczki nad którymi wiszą lampy. Pasikoniki kierują się nocą do światła i spadają na pochyłą blachę, po której zsuwają się do beczek. Rano jest ich w nich pełno. Pasikoniki je się usmażone. Podobno smakują wyśmienicie i są tutejszym przysmakiem.


Zbieranie pasikoników © benasek

W Kakooge jest szpital.


Kakooge. Szpital © benasek

Został zbudowany z funduszy rodziny Winklerów z Parkstein i klasztoru Św. Feliksa w Neustadt w Niemczech. Za to budowę szpitala nadzorował ks. Bogusław. Musiałem więc zajrzeć. Pracuje tu na zasadzie wolontariatu polski lekarz dr. Jacek Szewczyk.


Szpital w Kakooge. Dr Jacek Szewczyk © benasek

To on oprowadza mnie po budynku, przedstawia personelowi i przybliża problemy tutejszej służby zdrowia. Na stałe pracuje w Anglii, do Ugandy przyleciał w ramach polskiej misji medycznej. Najczęściej jest jedynym lekarzem w całym szpitalu.
- Jakie są typowe problemy w tej okolicy? Pytam.
- Przypadki bardzo zróżnicowane - najwięcej wypadków komunikacyjnych z ranami głowy do szycia, utratą przytomności, drgawkami, infekcje, malaria, choroby weneryczne oraz zatrucia jak na przykład salmonellozy czy dur brzuszny.
Właśnie sobie dzisiejszy śniadaniowy omlet przypomniałem...
- W każdym razie mamy tu ręce pełne roboty. Najbliższy większy szpital ponad 80 km stąd - w Kampali. Dodaje.
Trafiłem na przyjęcie. Zostawiam więc na pewien czas doktora. Zastanawiam się, jaki procent lekarzy w Polsce byłoby stać na to, by wyjechać na jakiś czas do Ugandy, gdzie choroba goni chorobę i tutaj za darmo leczyć. Jeśli tacy ludzie jak dr Szewczyk wyjeżdżają z naszego kraju, to ja nie mam więcej pytań.


Kakooge szpital © benasek

W szpitalu na każdym kroku widać polskie akcenty. Zdecydowana większość sprzętu jest z Polski.


Kakooge szpital. Sprzęt polskiej misji medycznej © benasek

Chodziłem po tym budynku i czułem w pewnym sensie dumę, że my Polacy też gdzieś komuś pomagamy, po cichu, bez żadnych fajerwerków i pochwał. Pomagamy tam, gdzie ta pomoc jest bardzo potrzebna.

Za pobyt w szpitalu trzeba płacić. Także należy mieć ze sobą pościel. Tak więc niestety nie każdego jest tu stać na opiekę medyczną. Widziałem w Ugandzie ludzi leżących na drogach, chodnikach. Smutna rzeczywistość dzisiejszego świata. Dobrze, że są ludzie, którzy nie godzą się na ten stan rzeczy i coś robią.


Kakooge szpital. sala chorych © benasek

Apteka szpitalna


Kakooge szpital. Apteka © benasek


Kakooge szpital. Jeden z małych pacjentów © benasek

Przyjeżdża jak zwykle energiczny ks. Bogusław i przedstawia kilka pomieszczeń, tutaj pokazuje salę operacyjną.


Kakooge szpital. Ks Boguslaw Dabrowski © benasek

To on w dużej mierze jest odpowiedzialny za wiele projektów, także medycznych jakie się w Kakooge odbywają. Słucham, otwieram usta ze zdziwienia. Jakże odmienny obraz duchownych widzę tutaj od tych spotykanych do tej pory w kraju.
Wracam do budynków misji skąd wyjechałem pełen kłębiących się myśli. Dlaczego w mediach tak mało informacji na takie tematy?
W drodze powrotnej obserwuję przyrodę, która wychodzi w Afryce co chwila do człowieka i mówi "dzień dobry" lub "dobry wieczór".


Kakooge jaszczurka © benasek


Dzioborożec © benasek


Osa budująca gniazdo © benasek

Tutaj wikłacz zmienny buduje swoje gniazdo. Czasem na jednym drzewie może być około stu takich gniazd. Z ciekawostek należy dodać, że podobny ptak, wikłacz czerwonodzioby jest najliczniejszym ptakiem na świecie. Jest ich ok. 1,5 miliarda.


Wikłacz zmienny © benasek

Za chwilę kolejne źdźbło trawy zniknie w gnieździe. To jedyne ptaki, zdolne wiązać węzły.



Uganda krzak kawowy © benasek

Dzień w Kakooge zaczyna się mszą, na którą przychodzą przede wszystkim dzieci. Byłem ciekawy jak to tutaj wygląda i pojawiłem się punktualnie o 7 rano następnego dnia.


Kakooge msza w kościele © benasek

Ich śpiew a przede wszystkim gra na bębnach naprawdę zrobiła na mnie wrażenie.
Tu chłopiec czyta fragment pisma świętego. Trzyma w ręku latarkę. Brak prądu jest tu sprawą tak powszechną, że nie robi to żadnego wrażenia. Nie ma prądu? No nie ma. I tyle na ten temat. Jedyna nadzieja w bateriach słonecznych. Nie są one jednak w stanie sprostać wszystkim wymaganiom. Ledwo wystarczają na obsługę podstawowych urządzeń jak komputer czy oświetlenie.


Kakooge msza w kościele © benasek

Msza odbywa się po angielsku i w języku miejscowej ludności. W niedzielę kościół jest pełen i nierzadko część osób stoi na zewnątrz kościoła. Msze są wcześnie, by dzieci miały czas na pójście do szkoły. Tak jest tutaj każdego dnia.


Po mszy w Kakooge © benasek

Oprócz działalności duszpasterskiej misjonarze w Kakooge zajmują się wieloma innymi sprawami. Ks. Marek jest odpowiedzialny m. in. za sprawę adopcji na odległość i przybliżył mi bliżej jak to funkcjonuje. Wystarczy się z nim skontaktować by można było pomóc jakiemuś dziecku. To bardzo proste, wystarczy tylko trochę chęci i niewielkim nakładem można komuś podarować lepsze życie.


Ks Marek objaśnia zasady adopcji dzieci na odległość © benasek

Dzieci objętych adopcją jest w okolicy około 250. To zdecydowanie za mało w stosunku do potrzeb. Koszt to 100 euro na rok czyli około 30 złotych miesięcznie. Takie dziecko może uczęszczać do znacznie lepszej szkoły, ma łatwiejszy start w przyszłość i szansę na zawód. Przede wszystkim nie chodzi głodne. Często jest to dla niego jedyna szansa. Widzę kartoteki wielu pomagających z całego świata, sporo z USA, także z Polski.
Teoretycznie szkoła podstawowa jest w Ugandzie bezpłatna. Jak jednak tłumaczy ks. Marek, aby dziecko otrzymało jakiekolwiek wykształcenie poza umiejętnością czytania i pisania, jego rodzice muszą płacić. Niestety najczęściej nie mają na to pieniędzy. Myślę sobie, że gdyby w kraju więcej było takich duchownych, jakże inny byłby obraz kościoła...
Narzeka się na uchodźców w Europie, ale gdyby tym ludziom chociaż trochę tu pomóc, nie musieliby stąd uciekać.
Misjonarze mieszkają nieco na uboczu wsi. Całość wygląda bardzo interesująco, jednocześnie daje sporo do myślenia. Od strony drogi jest pierwszy mur z bramą. Ten mur ledwo co widać na tej fotce za głową tego mniejszego chłopca.


Na terenie misji w Kakooge © benasek

Następnie jest drugi mur i brama. Dopiero potem stoi trzeci mur z bramą, oczywiście wszystkie trzy są na noc zamykane. Pomiędzy nimi pies, do którego bez kija i porządnej pały nie podchodź.

Oprócz tego budynek ma wszędzie w oknach kraty.


Budynek misji franciszkańskiej w Kakooge © benasek

Nietrudno się domyślić, że te zabezpieczenia nie mają chronić misjonarzy przed zwierzętami a ewentualnie przed ludźmi. Kto choć trochę orientuje się w afrykańskich realiach, wie o co chodzi. Brutalne ataki i morderstwa niestety zdarzają się w okolicy. Biały człowiek w Afryce jest zawsze usposobieniem bogactwa i luksusu. Nigdy nie wiadomo, jakie pomysły mogą się tu narodzić. Uzmysławiam sobie, w jakim położeniu żyją misjonarze i przebywające osoby. Komentarz jest w tej sytuacji zbędny. Podziwiam ich jeszcze bardziej, gdy opowiadają co się czasem w okolicy dzieje.

Jeden z lasów, posadzony przez polskich misjonarzy w Kakooge.


Kakooge las © benasek

Odwiedziłem miejscową szkołę. Wszystkie dzieci jednakowo ubrane. Mimo ogólnie panującej biedy są często roześmiane od ucha do ucha, bardzo wesołe i ciekawe wszystkiego.


Dzieci ze szkoły w Kakooge © benasek


Dzieci ze szkoły w Kakooge © benasek

Klasa w której się uczą.


Klasa w szkole w Kakooge © benasek

Po południu namawiam Tomka na kolejną przejażdżkę. Ten nie bardzo chce jechać.
- Bierz rower i siadaj. Masz jedyną, niepowtarzalną okazję poganiać na bicyklu po Afryce, przekonuję. Muszę kupić tutejszą sim kartę do telefonu Roaming jest za drogi. Głupotą byłoby tyle płacić. Tomek nie daje się długo namawiać. Oddaję mu za to lepszy rower, ten który jeździłem do południa. Sam wybieram model gorszy.


Uganda Kakooge rowery © benasek

Już po kilku metrach czuję, że rzeczywiście "rumak", jakiego dosiadłem okazał się zdecydowanie gorszy, kompletnie leniwy i pozbawiony ochoty do jazdy. Nie marudzę jednak i dojeżdżamy do miejsca, gdzie mogę kupić kartę sim do telefonu. Tutaj wyczyniają ze mną istne "cuda na kiju". Chcą jakiś dokument ze zdjęciem. Podsuwam im moje prawo jazdy. Coś im nie pasuje, piszą, dyskutują. Stawiają pod ścianę i także fotografują. W końcu jednak dostaję kartę sim, którą wkładam do smartfona. Ten nie działa, ma funkcjonować za dzień, dwa...
- Muszą w Kampali zatwierdzić, tłumaczą. Za kilka godzin, może jutro będzie działał, zapewniają. Widzę za to, że do sprzedaży tej karty zleciało się chyba pół wsi.


Kakooge - punkt sprzedaży kart sim © benasek

Jak się okazało po pewnym czasie, telefon nie działał ani za dzień, ani za dwa. Podjechałem więc potem do nich i powiedziałem, że chcę kasę z powrotem a kartę niech sobie wezmą. O dziwo, zabrali kartę, bez problemu oddali pieniądze.


Kakooge - punkt sprzedaży telefonów © benasek

Zlitował się w końcu nade mną Joseph, znajomy misjonarzy. Dał mi jedną z pół tuzina kart jakich miał przy sobie. Nic za to nie chciał, ale przysiadł się i z nami się czegoś napił.


Joseph wyjmuje kartę sim © benasek

Za to po założeniu tej karty Josepha rozdzwonili się do mnie jego znajomi. Każdemu z osobna musiałem tłumaczyć że ja to jego "friend", że pożyczył mi kartę i niech dzwonią do niego pod inny numer...
Córeczka Tomka, gdy dowiedziała się, że jej tata jedzie do Afryki, oddała swoje ulubione pluszaki, by ten podarował je dzieciom. Tutaj jeden ze szczęśliwców, któremu udało się jedną z takich zabawek zdobyć.


Chłopiec ze słonikiem © benasek

Wracamy z drugiej przejażdżki tego dnia. Nasi gospodarze zaplanowali dzisiaj grilla.

W międzyczasie przeżyliśmy sporą ulewę.


Deszcz w Kakooge © benasek

Powoli kończy się pora deszczowa, ale siarczyste ulewy spotyka się tutaj nadal każdego dnia. Są zbawieniem. Po deszczu jest zdecydowanie chłodniej. Lało dzisiaj ponad trzy godziny. Dawno takiej ulewy nie widziałem.

Wieczorem wcinamy to, co przygotowali gospodarze na grillu. Rozmawiamy o wszystkim. Od rzeczy poważnych po dyskusję co też na mojej, dopiero co zrobionej fotce jest. Na jednej z fotografii ogrodu zauważam jakiś nieznany obiekt. Właściwie sam nie wiem, co to jest. Podejrzenie spada na kwiat leżący nieopodal. Nie jestem jednak do tego wyjaśnienia przekonany, ocenę pozostawiam czytelnikowi. Ciekawe, że obiekt został sfotografowany blisko grobów. Po prawej wspomniany kwiat.


Kakooge ogród misjonarzy © benasek


Wieczorem w Kakooge przy grillu © benasek

Minął kolejny dzień pełen wrażeń. Przyglądam się temu światu, jakże innemu od tego, w którym na co dzień się obracam i uzmysławiam sobie jak mało jeszcze wiem. Z drugiej strony cieszę się, że dzisiaj dotknąłem innej rzeczywistości i znów czegoś się nauczyłem, czegoś, czego przez telewizor czy internet zrobić się nie da.

Uganda cz. 1 Muzungu w Kampali

Uganda cz. 3 Masindi i Nyabyeya

Uganda cz. 4 Murchison Park

Uganda cz. 5

Kategoria Uganda



Komentarze
Renata | 17:05 środa, 25 maja 2016 | linkuj Ale świetnie się czyta o miejscach w których byłam i pracowałam - nawet niektóre zdjęcia mamy podobne ;)
Antykwa
| 22:26 poniedziałek, 14 grudnia 2015 | linkuj Przeczytałem z przyjemnością. Zdjęcia jak zwykle, normalne, zwykłe sceny ale jednak wiadomo dlaczego się tu znalazły. Pełny związek z tekstem.
Benasku, to się powinno oglądać wraz z Tobą i równocześnie rozmawiać, dyskutować, dopytywać, wyjaśniać. Nareszcie pokazałeś się osobiście, teraz wiem że tam byłeś. ;-)
Godna pochwały jest ekonomia transportu: dwie tony gazet na jednym rowerze, i oni jeszcze się nie wzbogacili?
Taki paradoks: czytać ewangelię trzeba przy latarce, no bo w oknach ciemne witraże zabierają całe światło.
Wrażenie robi sklep z komórkami w sercu Afryki. To gdzie jest ten dziki, Czarny Ląd?
Takich parę z wielu spostrzeżeń i zaskoczeń. Dziękuje Krzysiek za tę przyjemność.
chrissjakob
| 21:26 poniedziałek, 14 grudnia 2015 | linkuj Siemka Krzyśku
Twoje posty czyta się jak dobrą książkę, trzeba znaleźć odpowiedni czas, spokój, trunek i do dzieła. Twój post widziałem już dwa dni wcześniej, ale po łebkach nie chciałem go czytać. Sprawiasz nam przyjemność tym opisem, chciałbym widzieć minę tego celnika od kapsli :). Mam cichą nadzieję, że się wkrótce spotkamy........ :)
jotwu
| 17:21 poniedziałek, 14 grudnia 2015 | linkuj A to niespodzianka - w rewanżu za sympatyczny wpis do mojej wycieczki zaglądnąłem do Ciebie a tu taka sensacyjna egzotyka. Czarujący opis afrykańskiej przygody. Trzymam kciuki za pomyślność Twojego pobytu na tych egzotycznych terenach i z ciekawością będę zaglądał do dalszych wpisów. Pozdrawiam - Janusz
benasek
| 21:28 niedziela, 13 grudnia 2015 | linkuj Przy późniejszym podawaniu na stronie kontaktu do ks. Warzechy wyrzuciło mi z niewiadomych przyczyn cały wpis i przez jakiś czas go nie było. Dlatego link do kontaktu z w/w misjonarzem podaję tutaj
Po pobycie u Franciszkanów w Ugandzie nabrałem zdecydowanego zaufania do tej działalności
i zachęcam do tego typu pomocy. W razie pytań zawsze można się także zwrócić do mnie.
Trendix
| 21:19 niedziela, 13 grudnia 2015 | linkuj No tym razem już wpis widać :) Przeczytałem od deski do deski :) Wspaniała relacja
Trendix
| 19:17 niedziela, 13 grudnia 2015 | linkuj Krzysiek coś się stało bo nie widzę wpisu :(
bukowina | 12:22 niedziela, 13 grudnia 2015 | linkuj Ale tam ładnie!
Glupi Dyzio | 11:38 niedziela, 13 grudnia 2015 | linkuj Jak zawsze rewelacyjnie opisane! Z niecierpliwociá czekam na czésc trzeciá? Pozdrawiam
grigor86
| 17:56 sobota, 12 grudnia 2015 | linkuj Ale bomba z tą Afryką :-) Niesamowita odskocznia od naszej rzeczywistości. Piękna sprawa Benasek. Wszystko dokładnie przeczytałem i obejrzałem.
Nefre
| 17:49 sobota, 12 grudnia 2015 | linkuj Rewelacyjnie się czyta twoje przygody w Ugandzie.... Sama też się kiedyś zastanawiałam nad adopcja na odległość, ale jakoś zawsze myślałam, że to jakaś ściema..... Co do świetlistego obiektu, są kwiaty, które świecą w ciemności - i być może ten również ma takie właściwości:))))
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa agnar
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]