
FreeWebsiteTranslation.com
Info

Więcej o mnie.
Archiwum bloga
- 2017, Czerwiec1 - 4
- 2016, Maj2 - 15
- 2015, Grudzień1 - 6
- 2015, Listopad4 - 49
- 2015, Październik1 - 10
- 2015, Wrzesień1 - 7
- 2015, Sierpień1 - 10
- 2015, Maj1 - 5
- 2015, Marzec1 - 10
- 2015, Styczeń1 - 14
- 2014, Listopad1 - 9
- 2014, Październik1 - 11
- 2014, Wrzesień1 - 4
- 2014, Sierpień1 - 6
- 2014, Lipiec1 - 5
- 2014, Czerwiec4 - 28
- 2014, Styczeń2 - 19
- 2013, Grudzień1 - 12
- 2013, Wrzesień1 - 7
- 2013, Lipiec1 - 8
- 2013, Czerwiec3 - 39
- 2013, Maj2 - 34
- 2013, Kwiecień1 - 11
- 2013, Marzec1 - 21
- 2013, Luty2 - 30
- 2013, Styczeń1 - 16
- 2012, Grudzień2 - 34
- 2012, Listopad2 - 36
- 2012, Październik1 - 17
- 2012, Wrzesień2 - 35
- 2012, Sierpień3 - 52
- 2012, Lipiec3 - 50
- 2012, Czerwiec7 - 108
- 2012, Maj4 - 60
- 2012, Kwiecień3 - 45
- 2012, Marzec3 - 53
- 2012, Luty2 - 34
- 2012, Styczeń5 - 77
- 2011, Grudzień3 - 58
- 2011, Listopad1 - 14
- 2011, Październik7 - 69
- 2011, Wrzesień2 - 19
- 2011, Sierpień2 - 26
- 2011, Lipiec4 - 26
- 2011, Czerwiec8 - 71
- 2011, Maj2 - 10
- 2010, Wrzesień3 - 18
- 2010, Sierpień1 - 16
- 2010, Lipiec4 - 31
- 2010, Czerwiec3 - 31
- 2010, Kwiecień1 - 7
- 2010, Marzec3 - 60
- 2010, Luty1 - 12
- 2009, Listopad1 - 6
- 2009, Październik1 - 6
- 2009, Sierpień1 - 10
- 2009, Lipiec1 - 7
- 2009, Czerwiec4 - 39
- 2009, Maj1 - 23
- 2009, Kwiecień4 - 45
- 2009, Luty1 - 11
- 2009, Styczeń1 - 7
- 2008, Grudzień2 - 20
- 2008, Listopad1 - 15
- 2008, Październik1 - 4
- 2008, Wrzesień3 - 32
- 2008, Sierpień5 - 29
- 2008, Lipiec2 - 15
- 2008, Czerwiec2 - 27
- 2008, Maj7 - 47
- 2008, Kwiecień1 - 7
- 2008, Styczeń1 - 12
- 2007, Grudzień3 - 55
- 2007, Listopad3 - 34
- 2007, Październik2 - 15
- 2007, Wrzesień3 - 5
- 2007, Sierpień1 - 2
Dane wyjazdu:
28.00 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Neuruppin
Niedziela, 22 czerwca 2014 · dodano: 12.07.2014 | Komentarze 7
Zaczęło się od tego, że siwobrodemu aparat odmówił posłuszeństwa. Nic szczególnego, bateria wydała ostatnie tchnienie pod koniec poprzedniej wycieczki po Poczdamie, a podładować się nie dało, bo nie zabrał ładowarki..-- Masz tu kolego blok z kartkami i pudełko kredek, zaproponowałem. Możesz stworzyć dwieście kolorowych obrazków w formacie A4, powinno wystarczyć. W tym momencie wręczyłem siwobrodemu sporą ilość kartek i komplet kredek, jeszcze nie używanych.
-- Jak zabraknie papieru, daj znać. Teraz wypróbuj nowy "sprzęt" i jedziemy zwiedzić miasto.

Siwobrody z nową "zabawką" do uwieczniania rzeczywistości © benasek
O Neuruppinie jest sporo informacji w internecie, ale kilka szczegółów warto przypomnieć. Miasto leży w Brandenburgii, w prostej linii 60 km na północny zachód od centrum Berlina. Można więc spokojnie zrobić sobie wycieczkę do stolicy Niemiec co też czasem robię. Należy obszarowo do jednych z większych miast naszych zachodnich sasiadow. Tylko dwa miasta w Polsce mają większą powierzchnię od tego liczącego nieco ponad 30 tysięcy mieszkańców miasta - Warszawa i Kraków. To tutaj w 1750 roku po raz pierwszy w świecie zaczęto ilustrować gazety i czasopisma. Oto jedna z takich ilustracji. Tak wiec kolebką dzisiejszych brukowców jest właśnie Neuruppin czyli po polsku Nowy Rypin.

Jedna z pierwszych ilustracji © benasek (Fotka zrobiona z folderu "Fontanestadt Neuruppin ...hat Wasser!")
Całkiem sympatycznie układa się temu miastu współpraca z Babimostem, jednym z miast partnerskich. Uroku dodają ok. 15 km długości dwa jeziora, nad którymi jest miasto położone. W pobliskich lasach jest mnóstwo zwierzyny z wilkami włącznie. Mimo wielkich obszarow lesnych, widuje tu niemal codziennie ciezarowki z drewnem z Polski.
Wyjeżdżamy z domu dość późno, bo po ok. 12. Kierunek port nad jeziorem.

Neuruppin © benasek
Port, jak port, nic ciekawego nie zauważyłem, obok termy w których można pływać, może kiedyś o nich więcej napiszę. Za to tutaj korci mnie by zajrzeć.

Neuruppin © benasek
Nad jeziorem fotografujemy stojak z kłódkami.

Kłodki na stojaku © benasek
Dowiadujemy się, że Stephanie i Christoph są razem od 2 sierpnia 2009 i mają już trójkę bobasów.

Neuruppin © benasek
Potem pokręciliśmy się po urokliwych uliczkach, których to miasto sporo posiada.

Neuruppin © benasek

Neuruppin © benasek

Neuruppin © benasek
Prawie całe miasto jest otoczone murem

Neuruppin fragment murów © benasek
Jedną z cech charakterystycznych są tak pomalowane przystanki

Neuruppin przystanek © benasek

Neuruppin przystanek © benasek

Neuruppin, przystanek © benasek

Neuruppin © benasek Można tu znaleźć sporo klimatycznych knajpek.

Neuruppin © benasek

Neuruppin część rynku © benasek

Neuruppin graffiti © benasek
Tak było w sierpniu 2013

Neuruppin balkon na jednej z kamienic rok 2013 © benasek
Ten sam balkon w czerwcu 2014

Neuruppin balkon na jednej z kamienic rok 2014 © benasek
Stara wieża nie stoi bezużytecznie.

Neuruppin wieża przystosowana do wspinania © benasek
Została odrestaurowana i można się po niej wspinać.

Neuruppin wieża przystosowana do wspinania © benasek
Jeżdżąc po mieście lepiej się nie spieszyć. Jest tu kilka fotoradarów stacjonarnych, jak na przykład ten.

Neuruppin fotoradar © benasek
W innym miejscu, na obwodnicy miasta jest ograniczenie do 50 km/h. Gdy tutaj będziemy jechać z prędkością na przykład 55 km/h...

Neuruppin, fotoradar © benasek
... nagle zza tej tablicy nastąpi błysk i za 2 tygodnie otrzymamy list z którego się dowiemy, że mamy do zapłacenia 15 euro kary. (Za przekroczenie 3 km/h). Ten fotoradar jest sprytnie schowany za tablicą. Od lipca 2014 mandaty są już droższe. W internecie pod takim a takim adresem zobaczymy wtedy fotkę naszego auta. Tolerancja jest tu znacznie mniejsza niż w Polsce. W wysyłanie fotek nikt się nie bawi.

Neuruppin, fotoradar © benasek
Po "zapoznaniu" się z zasadami jeżdżenia autem po Niemczech nie rozumiem płaczu i lamentu nad sprawą radarów w Polsce. Są jasne przepisy, należy ich przestrzegać, to proste. Tu nikt nad tym nie biadoli. Dzięki tym zasadom i rowerzystom w Niemczech jeździ się lepiej i bezpieczniej. Tym razem nie spotkaliśmy ustawionego na poboczu auta ze sprzętem do zarabiania pieniędzy. Zapewniam jednak, że te okolice z takich sytuacji słyną i jeżdżąc do pracy zdążyłem się już do nich przyzwyczaić, oczywiście szanując przepisy drogowe.
Gniazdo na trabancie, tylko bocianów brak.

Neuruppin, trabant © benasek
Kania ruda, to ona nam dziś często towarzyszyła podczas wycieczki. Mimo, że w Europie rzadsza od czarnej, w tych okolicach można ją częściej spotkać. Różni się od tej drugiej bardziej wciętym ogonem i czarniejszą barwą pod skrzydłami. Tyle razy o niej opowiadałem, że siwobrody z Trendixem z pewnością mają na razie dosyć ornitologicznych opowieści. Jednak kanię od myszołowa powinni z kilometra rozróżnić.

Kania ruda © benasek
Wyciągam jeszcze chłopaków na lotnisko, gdzie obserwujemy szybowce.

Neuruppin lądujący szybowiec © benasek
Jest tu w pobliżu elektrownia słoneczna.

Neuruppin elektrownia słoneczna © benasek
"Mądrzejsi inaczej" i tak będą wciskać ludziom, że powinniśmy w Polsce budować elektrownie atomowe. Nie znam lepszego rozwiązania dla przyszłości energetyki jak energia ze Slonca. W Niemczech takie elektrownie wyrastają jak grzyby po deszczu, jest ich już setki... Za to elektrownie jądrowe znikają.
Wracamy do miasta. Neuruppin burzy stereotyp odnoszący się do dobrych niemieckich dróg.

Neuruppin ulica © benasek

Neuruppin ulica © benasek
Te wciąż czekają na remont. Sprawa o tyle utrudniona, bo ta droga to zabytek i potrzebne są specjalne pozwolenia na jej modernizację. Stereotypów na temat Niemiec które okazują się nieprawdziwe, można by wymieniać więcej. Przyjdzie pewnie jeszcze na to czas.
Po niecałych 3 godzinach pedałowania, wracamy do domu na obiad, zostawiając miasto i jezioro do następnego razu.

Neuruppin, jezioro © benasek
Kategoria Niemcy
Dane wyjazdu:
31.00 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Poczdam z Siwobrodym i Trendixem
Sobota, 21 czerwca 2014 · dodano: 29.06.2014 | Komentarze 6
Na wycieczkę do Poczdamu wybieraliśmy się już od dawna. W końcu termin został ustalony i ekipa w składzie: siwobrody i Trendix punktualnie zjawiła się w umówionym miejscu w Poczdamie. Po przywitaniu się dałem im do zrozumienia, że o jednym zapomnieli - mieli przywieźć dobrą pogodę. Wojtek czyli Trendix wspomniał jednak, że do południa może padać, potem wyjdzie słońce. Siwobrody zwrócił mi uwagę, że o pogodę to ja powinienem zadbać, jako pomysłodawca i organizator przedsięwzięcia. Fakt, byłem już tu kilka razy i można powiedzieć, że "liznąłem" to miasto. Uspokojeni zapewnieniom Trendixa ruszamy "w miasto".Pierwszym punktem zwiedzania był Park Sansoucci. Wjechaliśmy tam od chyba najmniej atrakcyjnej strony, mimo soboty oprócz nas, poza dwiema czy trzema osobami wokół nikogo nie było. Gdy tylko się tam znaleźliśmy, chłopaki, razem ze mną oczywiście rzucili się na fotografowanie czegokolwiek, co było godne uwiecznienia...
- Heja, poczekajcie, tu jeszcze nic interesującego nie ma, "ohy i ahy" zostawcie na potem.

Potsdam Park Sanssouci © benasek
Dojeżdżamy do okolicy pełnej róż. Faktycznie, ładnie tu pachnie. Jak się okazuje, rosną tu tylko takie gatunki, jakie były znane w roku 1880.

Potsdam Park Sanssouci © benasek
Dzięki Siwobrodemu dowiaduję się jak wygląda lawenda. Jest tu jej, podobnie jak róż, wszędzie pełno. Odwzajemniam się mu i tłumaczę, czym się różni wróbel domowy od polnego czyli mazurka. Oto Pałac Nowy.

Potsdam Park Sanssouci © benasek
Zbudowany w latach 1763-69 jako dom gościnny. Obecnie jest tu muzeum. Sporo pomieszczeń zajmuje uniwersytet poczdamski.
Część zabudowań jest w remoncie a wiele "kamiennych" mieszkańców tej okolicy jeszcze czeka na swoje miejsce.

Potsdam Park Sanssouci © benasek
Zdecydowana ich większość jednak odzyskała swój dawny wigor i "korzysta z życia" jak zza dawnych lat.

Potsdam Park Sanssouci © benasek

Potsdam Park Sanssouci © benasek
W parku Sanssouci jazda na rowerze jest ograniczona. Są miejsca, gdzie można jeździć a są i takie, gdzie należy dwuślad zostawić. Do tego służą tu parkingi, których nie brakuje. Za jazdę w niedozwolonym miejscu grozi kara 10 euro.

Potsdam Park Sanssouci parking dla rowerów © benasek
W parku jest pełno przeróżnych budowli które kiedyś miały za zadanie umilać czas gościom jak i samemu gospodarzowi tych włości - Fryderykowi II Wielkiemu. Sam park już jest ogromny, ma prawie 300 hektarów powierzchni i chyba nie starczy dnia, by zwiedzić go na piechotę. Oto Świątynia Przyjaźni.

Potsdam Park Sanssouci Świątynia Przyjaźni © benasek
Tutaj mamy widok na oranżerię.

Potsdam Park Sanssouci Oranżeria © benasek

Potsdam Park Sanssouci Pomnik Friedricha Wilhelma IV © benasek

Potsdam Park Sanssouci Dom chiński © benasek
Oto pałac Sanssouci, wybudowany jako letnia rezydencja Fryderyka II Wielkiego. Tutaj miał być król pruski z dala od smutków i trosk (sans souci znaczy po francusku bez smutku)

Potsdam Park Sanssouci © benasek

Potsdam Park Sanssouci © benasek
Zwiedziliśmy kościół pokoju w którym można dostrzec w budownictwie, jak zauważył siwobrody, wczesnochrześcijańskie elementy.

Potsdam Park Sanssouci, Friedenkirche © benasek

Potsdam Park Sanssouci © benasek

Potsdam Park Sanssouci © benasek

Potsdam Park Sanssouci © benasek

Potsdam Park Sanssouci © benasek
Przez cały czas obserwował nas pewien kos (dla ścisłości samczyk)

Potsdam Park Sanssouci kos © benasek
W połowie zwiedzania okazuje się, ze nasze brzuchy są puste. Jedziemy więc na jakieś jedzenie a w drodze powrotnej zaciągam chłopaków do dzielnicy holenderskiej tzw. Holländisches Viertel

Potsdam dzielnica holenderska © benasek

Potsdam dzielnica holenderska - pruski żołnierz © benasek
Potem wracamy znowu do Sanssouci

Potsdam Nauener Tor © benasek
No właśnie, co to za ptak?

Potsdam Co to za ptak © benasek

Potsdam Jäger Tor © benasek
Jedziemy chłopaki, jedziemy, czas goni!

Potsdam Siwobrody i Trendix na swoich rumakach © benasek

Potsdam © benasek
Ciekawe kto mi w tym czasie robi fotkę i komu robi fotkę Trendix?

Potsdam Park Sanssouci © benasek

Potsdam Park Sanssouci © benasek
Za chwilę tam pojedziemy, trzeba tylko zjechać i wjechać.

Potsdam Park Sanssouci Widok na Ruinenberg © benasek
To tylko budka transformatorowa, jedziemy dalej...

Potsdam Budka transformatorowa © benasek
To już Ruinenberg.

Potsdam Ruinenberg © benasek
Tuż obok znajduje się dość spory zbiornik wodny, mający kiedyś za zadanie zaopatrywanie fontann w parku w wodę. Pomysł jednak okazał się niezbyt trafiony. Podobno fontanny nie działały właściwie. Jednak by całość wyglądała interesująco, Fryderyk II Wielki kazał tu wybudować ruiny. Z wieży rozpościera się całkiem interesujący widok.

Potsdam widok z wieży Ruinenberg © benasek

Potsdam widok z wieży Ruinenberg © benasek

Potsdam widok z wieży Ruinenberg © benasek
Na wieży towarzyszy mi pliszka siwa. Z pewnością musi mieć tu swoje gniazdo, robi wszystko, by mnie stąd przegonić. Próbuję je znaleźć, jednak pliszka tak zaczyna piszczeć, ze rezygnuję.
- Dobra, dobra, już się stąd wynoszę, nakarm te swoje dzieci.

Potsdam widok z wieży Ruinenberg © benasek
Kolejnym punktem jest Aleksandrovka - dzielnica pięknych drewnianych domów wybudowana w XIX wieku dla ostatnich dwunastu rosyjskich śpiewaków. Obecnie niektóre są otwarte do zwiedzania. Można tu także zjeść tradycyjne rosyjskie potrawy.

Potsdam Aleksandrovka © benasek

Potsdam Aleksandrovka © benasek

Potsdam Aleksandrovka kot © benasek

Potsdam Aleksandrovka wózek © benasek
Nie jesteśmy w stanie przejechać dużego dystansu. W Poczdamie trzeba się zdecydować - robi się kilometry albo się zwiedza. Co chwila napotykamy na coś interesującego, wtedy schodzimy z rowerów, fotografujemy. Tutaj kościół Aleksandra Newskiego. Nie jest łatwo do niego trafić, o ile się nie wie, gdzie dokładnie jest.

Potsdam Kościół Aleksandra Newskiego © benasek
Robi się powoli późno. Od czasu do czasu kropi, słońca dziś tyle, co na lekarstwo, choć po 12 miało być słońce. Jedziemy jeszcze obejrzeć Cecilienhof, miejsce gdzie na przełomie lipca i sierpnia 1945 odbywała się konferencja poczdamska. To tu właśnie przywódcy Stanów Zjednoczonych Harry Truman, Wielkiej Brytanii Winston Churchill i Związku Radzieckiego Josef Stalin decydowali o przyszłości Europy, także więc i Polski.

Potsdam Cecilienhof © benasek

Potsdam Cecilienhof © benasek

Potsdam Park Nowy © benasek
Ściany tego domku są wyłożone korą.
W Nowym Parku napotykamy drzewo - słonia

Potsdam Drzewny słoń w Parku Nowym © benasek
Wewnątrz którego jest tak.

Potsdam Wewnątrz słonia © benasek
Potem już gnamy z powrotem do pozostawionych na parkingu aut, rzucając jeszcze wzrokiem tu i tam.

Potsdam Park Nowy © benasek
Poczdamu nie da się zwiedzić w jeden dzień. Podejrzewam, że na to nie starczy tygodnia czy dwóch. To miasto przeżyło sporo zawirowań, wojny, kilka systemów politycznych i nadal wygląda pięknie. Będzie więc trzeba znów tu wrócić, by zobaczyć kolejne ciekawe miejsca, jak chociażby wschodnia część miasta. Jednak to wszystko nie byłoby tak interesujące, gdyby nie fakt, że zwiedzałem je w wesołym towarzystwie...
Kategoria Niemcy
Dane wyjazdu:
76.00 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Sternfahrt 2014
Niedziela, 1 czerwca 2014 · dodano: 05.06.2014 | Komentarze 12
Raz do roku w Berlinie rowerzyści mają swoje święto. Z wszystkich stron zjeżdża się ich tylu z okolicznych miast i wiosek, że całe miasto na jakiś czas jest praktycznie do ich dyspozycji. Poszczególne trasy przypominają trochę promienie gwiazdy, której centrum znajduje się w okolicy Statuy Zwycięstwa w Berlinie. W tym roku, uczestniczyło ich około 200 tysięcy. Zamknięto dla nich ok. 1000 km berlińskich ulic i okolicznych szos. Od jakiegoś czasu oficjalnie bierze w nich udział także i polskie miasto – Szczecin. Z tego, co się zorientowałem, koledzy z niemieckiej organizacji rowerowej adfc wyjechali poprzedniego dnia po kolegów z Rowerowego Szczecina i razem przyjechali do Berlina. Pierwszy raz uczestniczyłem w takiej imprezie dwa lata temu. Opisałem ją w czerwcu 2012 tutaj. Jak było tym razem? Było równie fajnie jak poprzednio i tak naprawdę to opisać tych wrażeń do końca się nie da.Swój etap rozpocząłem w Bernau – mieście oddalonym o około 20 km od centrum Berlina. Zdążyłem się właśnie przywitać ze znajomymi ze Szczecina, którzy przyjechali w grupie z tego miasta. Część z nich jechała ze Szczecina a część z pobliskiego Eberswalde
Tu jeszcze w Bernau:

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Pogoda jak marzenie. Po krótkiej przerwie ruszamy, eskortowani przez policję na Berlin.

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Po jakimś czasie zatrzymujemy się, bowiem wyprzedzają nas takie oto zabytki

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Oto wjeżdżamy do Berlina

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Dziś: Zamknięcia ulic zarówno w mieście jak i na autostradach A100 Południe i AVUS

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Taka to ma dobrze...

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Siwobrody i Trendix

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Żabka też była a jakże. Tylko nie ta, co powinna...

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Nie, to nie jest Harley – Davidson... Ale przyznajcie, wygląda nieźle. To oczywiście rower.
Jeszcze go zobaczymy.

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Pieski też uczestniczyły w imprezie, niektóre jak widać parami

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Na brak różnych typów bicykli nie można było narzekać

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Tu akurat „tankowanie” elektrycznego auta. Coraz więcej ich w mieście.

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Nie, nic nie „grzebałem” przy zdjęciu. On naprawdę był takiego kształtu

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Zauważyłem, że od dłuższego czasu ten osobnik po lewo w ogóle nie pedałuje

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Proca, czyżby to rower obronny, zaczepny?

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
On tych świateł miał na tym rowerze więcej...

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Było przez jakiś czas takie zagęszczenie rowerzystów, że po prostu się stało.

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Tandem inaczej. Niestety, nie widziałem jak oni tak we dwójkę na tym jednośladzie pędzą

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Byli i tacy, co się woleli opalać niż pedałować

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Nareszcie wjazd na autostradę.

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Potem już w tunelu wśród dziesiątek dzwonków i świateł

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Kto powiedział, że rowery nie mogą po autostradach? Mogą (czasem)

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Tu nasz „stary” znajomy

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Przyznaję, jak dla mnie to najoryginalniejszy pojazd jednośladowy dnia

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Awarie się zdarzały

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Czyżby ta pani goniła na "elektryku"?

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Dojeżdżamy powolutku do celu

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Tego też wcześniej nie widziałem jak „pędzi”

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Nie zdążyłem się zapytać tego ładnie się prezentującego gościa, czy mogę zamieścić jego fotkę w necie. Wiem za to od niego, że aby się nauczyć jeździć na tej jednokółce (nie ma chyba takiego wyrazu) trzeba przeciętnie 15 godzin nauki i dzieci uczą się szybciej.

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Przy Bramie Brandenburskiej święto dopiero się zaczynało.

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Posiedzieliśmy, pogadaliśmy, co niektórzy wypili po zimnym Holstenie. Dzięki Wojtku za szlachetny gest! Potem czas ruszać w drogę powrotną.

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Byłem oczywiście zaopatrzony w plany i mapy, jednak nie były one zupełnie potrzebne. Pewien mieszkaniec Berlina zaoferował się nam pokazać drogę powrotną. Po drodze zaproponował swój dom, jeśli ktoś z ekipy chciałby skorzystać z kąpieli czy toalety. Podziękowaliśmy mu za to, przy okazji zrobiliśmy sobie z nim zdjęcie i zaprosiliśmy do Szczecina na podobną imprezę.

Wspólne zdjęcie z naszym przewodnikiem. Fotka Wojtka - Trendixa © benasek
Wielu Niemców z szacunkiem i podziwem wyrażało się o nas. Pytali się wiele razy, jak się jechało, ile to km do tego Szczecina rowerem itd. W Niemczech słyszę wiele miłych słów na temat Polaków. Mieszkając za granicą zwracam na takie rzeczy uwagę.
Za rogatkami miasta robimy sobie krótką przerwę na to i na tamto. Popijam jakieś soki, rozmawiam z Patrykiem, bikerem z Ostrowa Wielkopolskiego, studiującego w Szczecinie.

Berlin, Święto rowerzystów Sternfahrt 2014 © benasek
Do Bernau pozostaje ok 20 km. Tam mamy auta, skąd każdy z nas ruszy do domu. Pytam się jak wracają i orientuję się, że jeden z nas to znaczy Patryk nie ma miejsca w samochodzie.
- Jedziesz do Szczecina, pytam.
- Tak
- Jak się dostaniesz, jak oni się wpakują do samochodów?
- Pojadę do Szczecina rowerem
- Ile już dziś nakulałeś?
- 260 km. Do Szczecina będzie ok 130, jednak nie zejdę z roweru jak nie zobaczę pierwszej czwórki w dystansie.
- Chcesz walnąć dziś cztery setki? Pytam jak jakiś wyjątkowo ciekawski truteń.
- Jak będzie za mało to dokręcę do 400 km w Szczecinie – powiedział kolega jakby to było powiedzenie, „Idę po bułki”.
Ech... Następny Sternfahrt dopiero za rok...
Kategoria Niemcy
Dane wyjazdu:
33.00 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Z Paulinką i nie tylko, po Szczecinie
Sobota, 18 stycznia 2014 · dodano: 26.01.2014 | Komentarze 9
Zaczęło się jeszcze w piątek. Nasi dobrzy znajomi Sylwek i Edyta przedstawili w szczecińskim browarze restauracyjnym Stara Komenda przebieg ich wycieczki rowerowej podczas ostatnich wakacji. Razem z dziećmi zrobili ponad 700 km po drogach i bezdrożach Warmii. Brawa dla nich nie tylko za dystans, ale także za ciekawe przedstawienie tematu oraz umiejętność zwołania sporej liczby rowerowych maniaków w styczniu. W Szczecinie bikerzy spotykają się tak regularnie... Poznałem przy okazji kilka osób, z którymi do tej pory znałem się tylko poprzez internet. Żebym to i ja tak w Berlinie miał, rozmarzyłem się...
Szczecin Stara komenda, Sylwek opowiada © benasek
Skoro browar, to nie wypadało nie spróbować tutejszego piwa bursztynowego, według mojego gustu, całkiem przyzwoitego w smaku.
Następnego dnia, pomimo temperatur niezbyt zachęcających do rowerowania, wskoczyliśmy na siodełka, z nami mała Paulinka, córeczka gospodarzy.

Za chwilę jedziemy do centrum © benasek
Wolała skorzystać z wózka rowerowego.

Mała Paulinka w wózku rowerowym © benasek
Sylwek przypiął go do swojego rowera i wio, do Szczecina, do śródmieścia.
Jakże dla takiego maleństwa musi wyglądać rzeczywistość. Może myśli, że tak wszyscy na rowerach od dziecka zasuwają...

Paulinka w wózku rowerowym © benasek
Do centrum tylko ok. 10 km.

Jedziemy do centrum © benasek

Graffiti gdzies po drodze do centrum Szczecina © benasek
Po drodze zatrzymywaliśmy się oczywiście, by to i owo zobaczyć. Na szczęście, Sylwek orientował się w temacie znakomicie.

Sylwek pokazuje co ciekawsze rzeczy i opowiada © benasek
Pogody, jak to mówią, nie wybiera się. Dziś mgła i zimno... Widoczność też taka sobie.

Szczecin, widok na miasto z wiaduktu © benasek

Szczecin, Muzeum Narodowe © benasek

Szczecin, przy Zamku Książąt Pomorskich © benasek
Tu już w centrum

Szczecin, centrum miasta © benasek
Plac Lotników, pomnik Bartolomeo Colleoniego

Plac Lotników, pomnik Bartolomeo Colleoniego © benasek
Tu czekamy. Po chwili pojawia się siwobrody i Trendix.

Plac Lotników, siwobrody i Trendix © benasek
Razem ruszamy dalej po mieście, siwobrody pokazuje i opowiada, gdzie, co i jak.

Szczecin, urząd miasta, siwobrody opowiada © benasek
Przyroda zwariowała, pełnia zimy a tu wiśnia kwitnie... Nie wróżę tym płatkom niczego dobrego. Kto te kwiatki zapyli? W pobliżu żadnej muchy, pszczoły czy bąka...

Kwitnące drzewo wiśni w styczniu na Jasnych Błoniach © benasek

Kwitnące drzewo wiśni w styczniu na Jasnych Błoniach © benasek
Dziewczyny, ale już potem było wszystko w porządku?

Dwie dziewczyny na E © benasek
Szczecin ma własny hejnał, właśnie go ten trębacz wygrywa.

Trębacz gra szczeciński hejnał o 12 © benasek
Na Jasnych Błoniach siwobrody zaprosił wszystkich na kawę. Smakowała w tej temperaturze wyśmienicie. Przy okazji dowiaduję się, ile ten człowiek, sprzedający ten napój miał problemów, by móc robić to co robi. W tym kraju jeszcze długo urzędas będzie symbolem tumiwisizmu. Dopiero reakcja internautów i reszty społeczeństwa wymogła na bezdusznych istotach pozwolenie na sprzedaż gorącej czarnej w różnych rodzajach na Jasnych Błoniach.

Jasne Błonia, zaproszenie na kawę © benasek
Dlaczego tu jest zadaszenie nad chodnikiem?

Dawny budynek konsulatu niemieckiego © benasek
Bo to był kiedys budynek konsulatu niemieckiego. Ludzie często wiele godzin czekali, by perzekroczyć granicę. Teraz można bez problemów...
Jesteśmy na ulicy Wojska Polskiego. W pewnym momencie siwobrody prosi, byśmy zajrzeli do pogotowia ratunkowego. Ok, ale po co? Okazuje się, że jest bardzo ciekawa rzecz. Chciałem to już dawno zobaczyć i właśnie są – schrony jednoosobowe. Ok 70 lat temu Szczecin był bombardowany przez aliantów i takie schrony jednoosobowe bardzo były potrzebne.

Schrony jednoosobowe na terenie pogotowia ratunkowego © benasek
My zwiedzamy a Paulinka w wózku...

Paulinka w wózku rowerowym © benasek

Szczecin, kot - graffiti na murze © benasek
Dojeżdżamy w końcu do bramy głównej cmentarza centralnego. Te miejsce także chciałem obejrzeć. Jest to bowiem pozycja warta uwagi. To trzeci co do wielkości cmentarz w Europie, jeden z największych na świecie i największy w Polsce.

Szczecin, cmentarz centralny, brama główna © benasek
Tutaj jest co oglądać i gdzie jechać. Z rowerem nie ma problemu, tu są bowiem drogi jak w mieście.

Szczecin, cmentarz centralny © benasek

Szczecin, cmentarz centralny, nagrobek rodziny Hentschel © benasek

Szczecin, cmentarz centralny © benasek

Szczecin, cmentarz centralny, pomnik "Matka Ziemia" © benasek

Szczecin, cmentarz centralny, kaplica © benasek

Szczecin, cmentarz centralny, nagrobek rodziny toepfer © benasek

Szczecin, cmentarz centralny, nagrobek Augusta Ahrensa © benasek
Spotkaliśmy strażnika cmentarza. To kot Mroczek (A może kotka?)

Kot Mroczek na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie © benasek

Szczecin, cmentarz centralny © benasek

Szczecin, cmentarz centralny © benasek

Szczecin, cmentarz centralny, © benasek

Szczecin, cmentarz centralny © benasek

Szczecin, cmentarz centralny, małżeństwo Hakenów © benasek

Szczecin, cmentarz centralny © benasek

Szczecin, cmentarz centralny, nagrobek rodziny Hentschel © benasek

Szczecin, cmentarz centralny © benasek

Szczecin, cmentarz centralny © benasek
Wyjeżdżamy z cmentarza, choć do obejrzenia zostało jeszcze sporo. Jest w koncu styczeń i dni nie są z gumy. Tu rozdzielamy się. Dziewczyny jadą do domu a my chcemy jeszcze zobaczyć kilka rzeczy. Niestety, Paulinka ma dzisiaj pecha. Jej wózek "łapie gumę" i trzeba wezwać pomoc, by zabrać Paulinkę i wraz z nią pechowy dzisiaj wózek.

Guma w kole od wózka Paulinki © benasek

Pomoc nadjechała szybko © benasek
W międzyczasie dzięki siwobrodemu ogladamy jeszcze kilka ciekawostek na ulicach miasta.

Budynek przy ulicy Sowinskiego - tu kieruj bron © benasek

Budynek przy ulicy Sowinskiego - tu kieruj bron © benasek

Rower power © benasek
Potem jedziemy już także do domu.
Mural na budynku przy ulicy Hetmana Stefana Czarnieckiego

Szczecin, mural przy ulicy Hetmana Stefana Czarneckiego © benasek

Szczecin, mural przy ulicy Hetmana Stefana Czarneckiego © benasek
Dla Szczecinian (i nie tylko) zagadka. Gdzie można spotkać tą kulę w przedstawionym tu mieście? Uczestnicy wycieczki zapewne wiedzą, gdzie to jest, więc oni są z zagadki zwolnieni.

Gdzie to jest © benasek
Jak komuś mało łamigłówek, zawsze może jeszcze tutaj zajrzeć.
Szczecin to fajne miasto i fajni ludzie, warto tu przyjechać.
Kategoria Polska
Dane wyjazdu:
106.00 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Okolice Südgelände
Sobota, 4 stycznia 2014 · dodano: 12.01.2014 | Komentarze 10
Podobnie, jak kilka dni temu, także i dziś wstałem dość wcześnie. Rozjaśniło się gdzieś w okolicy Radensleben, w pobliskim lesie mignęła mi tylko jakaś tajemnicza sylwetka. Czyżby to strażnik lasu, może duch? Tylko że duchy są raczej jaśniejsze...

Radensleben, duch, nie duch, fajnie wyglada © benasek
Potem w oddali przemknął pociąg.

Radensleben, przejezdzajacy pociag w oddali © benasek
W Berlinie byłem po około trzech godzinach jazdy. Oto okolice miasta w mieście czyli zabudowania Siemensa. Będę tu musiał przyjechać na dłużej. Tym razem więc tylko dwa zdjęcia dawnej stacji S-Bahnu

Berlin, Siemensstadt Dawna stacja kolejki nadziemnej © benasek

Berlin, Siemensstadt - dawna stacja kolejki nadziemnej © benasek
Berlin, okolice Sybelstrasse i Leibnizstrasse

Berlin, okolice Sybelstrasse i Leibnizstrasse © benasek
Potem skierowałem się na południe w kierunku Schöneberg, gdzie po około godzinie znalazłem się na terenie Südgelände – dawnej zajezdni i stacji rozrządowej. Nie zniszczono jej, pozostawiono ją po prostu naturze i przystosowano do zwiedzania.
Berlin Südgelände Naturparkark © benasek
Jest zima, więc wszystko wygląda trochę smutno. Za to latem, kiedy cała przyroda żyje, zapewne jest tu jeszcze ciekawiej.

Berlin Südgelände Naturpark © benasek

Berlin Südgelände Naturpark © benasek

Berlin Südgelände Naturpark © benasek

Berlin Südgelände Naturpark © benasek
Może ktoś wie, jaki to typ parowozu?

Berlin Südgelände Naturpark © benasek

Berlin Südgelände Naturpark © benasek
Hala też wyglądała, jakby wczoraj zakończono tu pracę.

Berlin Südgelände Naturpark © benasek

Berlin Südgelände Naturpark © benasek

Berlin Südgelände Naturpark © benasek
Co jest najtrudniejsze? Przede wszystkim dla Ciebie, technicznie nieobeznanego (ciemnego), widzieć oczyma to , co przed oczami leży.

Berlin Südgelände Naturpark © benasek

Berlin Südgelände Naturpark © benasek

Berlin Südgelände Naturpark © benasek

Berlin Südgelände Naturpark © benasek

Berlin Südgelände Naturpark © benasek

Berlin Südgelände Naturpark © benasek

Berlin Südgelände Naturpark © benasek

Berlin Südgelände Naturpark © benasek
Komuś się chciało modyfikować tą drogę dla jednego drzewka, szacunek.

Berlin Südgelände Naturpark © benasek

Berlin Südgelände Naturpark © benasek

Berlin Südgelände Naturpark © benasek

Berlin Südgelände Naturpark © benasek

Berlin Südgelände Naturpark © benasek

Berlin Südgelände Naturpark © benasek
Gdy zaczęło się ściemniać, postanowiłem wracać. Dzień jeszcze niestety krótki, ale miasto nie ucieknie, więc następne ciekawe miejsca zostawiam na następny raz. Na dzisiejszy, pierwszy w Nowym Roku 2014 wyjazd wystarczy.

Berlin, nad autostradą w mieście © benasek
Wracając, przyszła mi do głowy mikrozagadka: Co to jest mucha bez ucha? Jak ktoś zgadnie, zapraszam na pozostałe
Kategoria Niemcy
Dane wyjazdu:
88.00 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Teufelsberg czyli Diabelska Góra
Wtorek, 31 grudnia 2013 · dodano: 01.01.2014 | Komentarze 12
Na Teufelsberg wybierałem się od dawna. Jak powiadają starzy rowerzyści, na wycieczkę każda chwila jest dobra. Dni w grudniu są krótkie, do celu daleko, więc wstałem przed wschodem słońca i świt powitałem dopiero w drodze. Miałem tylko nadzieję, że mróz, choć niewielki, trochę odpuści, bowiem wiatr wiejący centralnie jazdy za bardzo nie ułatwiał.
Neuruppin, wschód słońca © benasek
Po pewnym czasie zupełnie się rozwidniło. Dzień zapowiadał się słonecznie.

Okolice Neuruppina © benasek
Przemknąłem przez Kremmen, zatrzymując się jedynie na to, by zrobić zdjęcie.

Miasto Kremmen © benasek
Zabytkowy wiatrak w Vehlenfanz

Vehlefanz - zabytkowy wiatrak © benasek
Ogólnie droga dość monotonna, jednak w dużej jej części można jechać dobrze oznakowaną ścieżką rowerową.

Vehlenfanz, oznakowanie sciezki rowerowej © benasek
Po prawie trzygodzinnym pedałowaniu dojeżdżam w końcu do rogatek Berlina.

Rogatki Berlina Spandau © benasek
Berlin Spandau

Berlin Spandau © benasek
Diabelska Góra znajduje się wśród lasów Grunwaldu, pomiędzy dzielnicami Spandau i Charlottenburg. Stąd do niej już tylko 1,1 km.

Berlin, na Teufelsberg juz tylko 1,1 km © benasek
Trzeba jeszcze się trochę wspiąć i jest się u celu.

Niedaleko szczytu Diabelskiej Góry © benasek
Gdy przyjeżdżam na miejsce, widzę, że nie jestem tu sam. Za zwiedzenie trzeba zapłacić 7 euro. Za to pilnowanie roweru już gratis. Płacę, stemplują pieczątką przegub ręki i rozglądam się po okolicy. Jest kilku przewodników. Pilnują, by zwiedzający nie wchodzili w niektóre miejsca, bowiem część konstrukcji jest już tak stara, że nie gwarantują, że coś ciężkiego na głowę nie spadnie. Słyszę różne języki, w tym także i polski.

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek
Dzisiejszy stan obiektów na Diabelskiej Górze jest nieco w opłakanym stanie. Wokól trochę nieład, za to każdy wolny metr ściany zamalowany graffiti. Co tu kiedyś było?
W latach zimnej wojny mieściło się tu szpiegowskie centrum w którym m. in. nasłuchiwano wschodnie stacje radiowe. Gdy nastąpiło zjednoczenie Niemiec, miejsce to straciło rację bytu i powoli zaczęło popadać w ruinę. Teren wykupili prywatni inwestorzy i odgrodzili go siatką.
Ogólnie miejsce jest bardzo interesujące i godne polecenia z kilku względów. Jak ktoś lubi labirynty, bunkry, stare budowle, historię i graffiti, nie może lepiej trafić.
Sama góra jest najwyższym sztucznym wzniesieniem Berlina. Zbudowano ją z ruin budynków zniszczonych podczas II wojny światowej. Obecna jej wysokość to 120,1 m.

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek
Po drodze fotografuję graffiti

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek
Jednak prawdziwe "muzeum" graffiti jest dopiero we wnętrzach tej budowli.

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek
Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek
W środku, przy zachowaniu minimum środków ostrożności jest bezpiecznie, można więc chodzić samemu. Jest tu mnóstwo zakamarków, przejść, schodów...

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek
Oto dach tej budowli

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek
Wchodzę na najwyższe piętra budynku.

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek
Stąd rozpościerają się widoki na cały Berlin.

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek
Stadion Olimpia.

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg. Widok na stadion Olimpia © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek
Jestem pod najwyższą kopułą budowli. Cechą bardzo charakterystyczną jest tu niesamowity pogłos, rodem z jakiegoś horroru. Nawet szept słychać głośno. Niesamowite zjawisko.

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek
Czas niestety goni i trzeba wracać.

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek
Opuszczam te interesujące miejsce, szczerze mówiąc nie spodziewałem się że Teufelsberg tak mnie miło zaskoczy. Słońce zaczęło powoli chylić się ku zachodowi.

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek
Pozostawiony rower stoi tak, jak go postawiłem. Jadąc już z powrotem, rzucam jeszcze raz na Diabelską Górę.

Berlin, Diabelska Góra czyli Teufelsberg © benasek
Ostatni dzień Starego Roku zrobił mi miłą niespodziankę. Podobnych miłych chwil życzę z okazji Nowego Roku 2014 wszystkim, także szczęścia, zdrowia i wszelkiej pomyślności.
Kategoria Niemcy
Dane wyjazdu:
56.00 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Wspomnienie lata, czyli Edith i Sylwek w Berlinie.
Sobota, 7 września 2013 · dodano: 04.12.2013 | Komentarze 7
Kilka telefonów, maili i oto w Berlinie znów spotykam się z moimi dobrymi znajomymi ze Szczecina – Edith i Sylwester vel iskiereczka. Umawiamy się na rogatkach miasta. Właśnie nadjeżdżają. Co niektórzy, widząc tak sławnych bikerów, klękali na kolana.
Byli też tacy, co oglądali ich z wysokości siodełka.

W Berlinie nie mieliśmy jakiegoś specjalnego celu, ot typowa przejażdżka i oglądanie ciekawych rzeczy. Chcieliśmy co najwyżej zajrzeć na bazar niedaleko Bernauer Strasse.
Przejeżdżamy właśnie obok dawnej fabryki Johanna Augusta Borsiga, niemieckiego przemysłowca urodzonego we Wrocławiu. Zajmował się m. in. produkcją parowozów.

Właśnie na chwilę zatrzymało sie takie autko, więc zrobiłem fotkę. Zna ktoś tą markę?

Graffiti o tematyce lotniczej informują nas, że lotnisko już blisko.

Edith i iskiereczka obserwowali startujące z lotniska Tegel samoloty a ja obserwowałem ich.

Fiaty, a ileż ich ile?

Niech będzie pokój na ziemi – święte słowa.


Mial tu być dziś bazar, ale niestety, w soboty jest zamknięty. Zastaliśmy tylko jednego sprzedającego – rowery i rózne części.

Taki rower z lat 60 kosztuje ok 150 euro, myślę, że dałoby się coś utargować.

Smoczek też można tu kupić, chyba nie są nowe, ale kto by się tym przejmował.

Tramwaj jest pomalowany,, ale cienie już prawdziwe.

Przyjdzie jeszcze moda na takie walizy, przyjdzie...


Widok ze wzgórza Humboldheim. W oddali, na prawo od kościoła ledwo widoczne wzniesienie, które kiedyś odwiedziłem i opisałem.


Fragment dawnego Muru przy Liesenstrasse, dzielącego w latach 1961 – 1989 miasto.

Niedaleko znajduje się cmentarz francuskiej gminy - Kirchhoff der Französischen Gemeinde. Jest tu nadzwyczaj spora ilość aniołów. Oczywiście wchodzimy.




Jeśli Francja, to wiadomo, także polskie akcenty.

To grób hrabiego Atanazego Raczyńskiego. Kiedyś stało tu jego mauzoleum, niestety, podczas budowy Muru Berlińskiego zostało ono zniszczone.

Z tą osobą wiąże się ciekawa historia. Urodzony w Poznaniu, był żołnierzem u boku Napoleona, ziemianinem, dyplomatą, znanym kolekcjonerem malarstwa, członkiem pruskiej Izby Panów. Grunty, na których stoi obecnie budynek Reichstagu w Berlinie należały właśnie do niego. Pomimo wielokrotnych próśb o ich sprzedaż, nigdy się na to nie zgodził. Dopiero po jego śmierci udało się wynegocjować sprzedaż z jego synem – Karolem Edwardem Raczyńskim. Warto o tym pamiętać, stojąc i oglądając budynek parlamentu.
Tak kiedyś wyglądało mauzoleum naszego rodaka.

Wracamy, jedziemy tam, skąd wyruszyliśmy, czyli do Henningsdorfu.
Jak oni prowadzą te rowery?

Oto już Henningsdorf, gdzie bez przeszkód zapakowaliśmy rowery na auto.


Oby jak najwięcej takich wypraw. Edith, Sylwek, dzięki. Z Wami jest zawsze fajnie.
Kategoria Niemcy
Dane wyjazdu:
48.00 km
0.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Na kemping wcale nie pod chmurką
Sobota, 6 lipca 2013 · dodano: 25.08.2013 | Komentarze 8
Zaabsorbowany pewnymi sprawami nie miałem ostatnio czasu na wpisy dlatego lipcowa wycieczka do Berlina czekała ponad miesiac na opublikowanie. Dlaczego do Berlina? Bo tam zawsze dzieje się coś ciekawego. Chciałem dziś dotrzeć na Hobrechtstraße i zobaczyć jak wygląda kemping w hali.Aparat wyciągnąłem dopiero w okolicach Bernauer Strasse, nie pamiętam dokładnie ulicy. W miejscu, gdzie przewodnicy zaczynają oprowadzać turystów po podziemnym mieście, na fasadzie kamienicy widać jednego z bohaterów minionej dekady – Conrada Schumanna. Będąc żołnierzem pilnującym muru sam uciekł z Berlina Wschodniego ryzykując życiem.

Pogoda sprzyja, więc Berlinczycy wyleźli jak robaczki i korzystają ze słońca. Ten obiekt na niebie to tym razem nie ufo. To tylko ptak.

Na Alexanderplatz ludzie coś za bardzo główki ku górze zwracali.

Z początku myślałem, że będą z tego wieżowca skoki na bungie. Budynek o nazwie Park Inn ma 149,5 m wysokości i 41 pięter.

Dopiero po bliższym przypatrzeniu się zauważyłem że ktoś tam sobie tańce urządza.


Tak to po części wyglądało:
&feature=youtu.be
Że też chciało się komuś tak pomalować kamienicę

Na Kreuzbergu bez zmian





Na Bürknerstrasse 22-23 poznaję Thomasa Müllera (Nie, nie tego z Bayern Monachium) Ten „mój” jest właścicielem całkiem nietypowego salonu rowerowego. Można tu kupić, wypożyczyć, sprzedać rower. O częściach nie wspomnę. Całość w odpowiednim klimacie.

Thomas Müller to ten po prawej.

Oczywiście zaglądam i patrzę co ma ciekawego do zaoferowania.



Można się nawet przestraszyć. Mieszka tu bowiem drewniany trójnogi stwór. Na szczęście był przywiązany solidnym łańcuchem.

Informuję Thomasa, że zamieszczę informację o jego salonie na Bikestats i gonię dalej.
Na desce jak widać też w mieście można jeździć. Jakby nie było, cztery kółka ma.

Na motocyklach się nie znam, ale mam nadzieję, że ktoś rozpozna tego dwuślada.

Jak ktoś nie ma ochoty na jazdę, może pływać. W Berlinie kanałów pod dostatkiem.

Dojeżdżam do wspomnianego na początku miejsca. Nazywa się Hüttenpalast i mieści się przy Hobrechtstraße 65-66 Na dość przestronnej hali znajdują się przyczepy kempingowe i domki w których można zamieszkać, płacąc jak za hotel.

Niestety, do środka wejść nie mogłem, by to obejrzeć, bo wszystko było zajęte. Tak więc fotki są zrobione przez szybę.


Pobyt tu wcale nie jest taki tani, mimo to jednak są chętni.


To już Lichtenberg

Blok przy Hauptstraße

Robię sobie przerwę. Wprawdzie Bella już kiedyś degustowałem, jednak z okazji nowego kapsla czas przypomnieć sobie jak smakuje piwo z Ugandy.

W Oranienburgu załapuję się na koncert Puhdys.

To jeden z czołowych zespołów rockowych ery DDR. Założony właśnie tu w Oranienburgu. Jeden z członków grupy urodził się w Koszalinie. Grają od 1969 roku. Muzykę ich można znaleźć w sieci, więc nie przedstawiam, choć kawałeczek na pamiątkę nagrałem. Po koncercie obrałem już tylko jeden kierunek – dom, w pobliżu którego przywitali mnie odwieczni wzajemni wrogowie - kot i nasz stary znajomy kopciuszek.


Kategoria Niemcy
Dane wyjazdu:
50.00 km
12.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Cmentarz Żydowski Weissensee
Niedziela, 30 czerwca 2013 · dodano: 02.08.2013 | Komentarze 14
Cmentarz żydowski Weissensee to drugi pod względem wielkości cmentarz żydowski w Europie. Większy jest tylko w Łodzi. Jest w soboty zamknięty. Wybrałem się więc tym razem na wycieczkę w niedzielę.Ten automat wyda nam dętkę, trzeba wrzucić 6 euro, wybrać rozmiary i po chwili dętka nasza. To informacja, gdyby komuś w Oranienburgu nagle było to potrzebne.

Oranienburg - Automat do wydawania dętek© benasek
W mieście udaje mi się sfotografować parkę szczygłów. To ich premiera na moim blogu. Najprawdopodobniej samiczka nie chciała być sfotografowana, za to samiec się ładnie zaprezentował.

Podoba mi się ten dom

Jadę wzdłuż kanału, obok mostu.

Tu oto wzgórze z poprzedniego wpisu.

Tym razem czasu mam sporo, więc wchodzę na nią, rower zostawiam na dole, przywiązany do słupa. Te wzgórze jest również widoczne z obwodnicy Berlina tzw. Ringu.
Tak wygląda widok z góry.

Żyje tu całkiem spora liczba jaskółek brzegówek, które w norkach mają swoje gniazda.

Żegnam górę, jadę dalej.

Ta budowla czeka jeszcze na moją wizytę. Nawet nie wiem dokładnie co to jest.

Tak niewiele trzeba by szara budka transformatorowa stała się dziełem sztuki.

Po kilku godzinach jestem u bram cmentarza. Tym razem jest otwarty.

Mężczyźni dostają żydowskie nakrycie głowy czyli jarmułkę, więc także i ja założyłem taką czapkę na głowę. Po prostu tradycja żydowska nakazuje, by mężczyźni odwiedzający cmentarz mieli jakiekolwiek nakrycie głowy. Skoro nie miałem żadnego, dostałem jarmułkę. Oprócz tego plan do ręki i można do godz. 17 spacerować po cmentarzu. W przeciwieństwie do na przykład żydowskiego cmentarza w Pradze, gdzie zwiedzanie kosztuje i to wcale niemało, tu jest to za darmo. Po chwili zdaję sobie sprawę, że znajduję się w naprawdę niezwykłym miejscu i opis jest chyba zbędny, gdyż zdjęcia pokażą to lepiej. Jak dla mnie, te miejsce jest jednym z najciekawszych punktów Berlina. Czasem wydawało mi się, że znalazłem się w dżungli, gdzie wśród bujnej roślinności zastałem ruiny jakiegoś wielkiego i tajemniczego miasta.

















































Powoli dochodziła 17, więc cmentarz zamykano. Myślałem o pochowanych tu ludziach, spotkanych pięknych budowlach - pomnikach i Światłości jaka nas wszystkich po tej drugiej stronie życia czeka.
Ładna piosenka, najpiękniej brzmi od 1:50 przez 11 sekund...
Kategoria Niemcy
Dane wyjazdu:
93.00 km
18.00 km teren
h
km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Wśród buddystów i w klubie polskich nieudaczników
Sobota, 22 czerwca 2013 · dodano: 29.06.2013 | Komentarze 14
Na Frohnau – północnej dzielnicy Berlina jest Dom Buddystów. Dowiedziałem się o nim tydzień temu od antykwariusza Wolfganga Liebchena. To tak blisko ode mnie, że grzechem byłoby nie sprawdzić co i jak. W Hohen Neuendorf jestem ok. 11.30.
Stąd już do buddystów bardzo blisko. Jadę podobnie jak tydzień temu przez dopiero co niedawno nowo odkrytą trasą. Także wspomniane poprzednio rowerowe zapięcie wraz z kluczami nadal czeka na właściciela.

Jestem na miejscu. Róg Edelhofdamm i Enkircher Strasse. Dookoła cisza, z rzadka przejeżdża samochód. Otwieram bramkę, wchodzę na teren.


Rower wciągam na schody, przypinam do poręczy. Dom znajduje się na wzgórzu, do pokonania kilkadziesiąt schodów. Im wyżej, tym bardziej interesująco.




Po chwili ktoś zaczyna się mną interesować. Poznaję Hamida, Irańczyka i Afgańczyka, nie pamiętam imienia, pracują tutaj. Pytam się o buddystów. Hamid wychodzi i za chwilę przychodzi z pierwszym z nich. To Ven Diekwella Seelasumana.

Jest ze Sri Lanki. Całkiem przyjemnie nam się rozmawia. Oprowadza mnie i pokazuje wnętrze świątyni. Opowiada, słucham, pytam. Potem pojawia sie drugi. Mieszkają tu. Buddystów jest oczywiście więcej. Zostawiają mnie samego, mogę chodzić sam, oglądać fotografować. Zdejmuję buty, zakładam kapcie i zwiedzam. Wcześniej pytałem o zgodę na publikowanie fotek na blogu.
Tu buddyści medytują. Niestety, nie mam tego szczęścia i akurat nikogo teraz nie ma.

Dalaj Lama

Biblioteka


Budda na chodniku



Po około godzinie ruszam dalej. Przyznaję, że atmosfera tego miejsca skłania do medytacji. Podoba mi się tu. Wracam do pozostawionego roweru i jadę dalej.
Babka szerokolistna – gdy komar ukłuje i pozostaje bąbel, najlepiej potrzeć skórę jej sokiem. Podobna, babka lancetowata jest jeszcze skuteczniejsza.

Jednak profilaktyka jest jak wiadomo zawsze lepsza niż leczenie. Wrotycz pospolita. Gdy się jej liśćmi wysmaruje skórę, komary nie atakują. Roślina także bardzo pospolita.

Moim drugim celem jest dziś stary żydowski cmentarz.

Wiem, że jest tam bardzo interesująco. Jednak dziś sobota, szabat. Pozostaje mi więc tylko "pocałowanie" klamki i niezbyt zadowolony z takiego stanu rzeczy muszę niestety zrezygnować ze zwiedzania. Może za tydzień znów tu przyjadę. Wracam. Co zrobić z tak miło zaczętym dniem? Słońce wysoko, pogoda jak marzenie.
Nie za dużo tych znaków?

Zaglądam do miejsca, gdzie można za darmo zabrać ksiązki. (Tak, są takie miejsca w tym mieście)

Oranienburger Strasse.

Było tu niedawno kino.

Od czasu do czasu można wejść do środka, jednak dziś zamknięte. Dopiero po chwili orientuję się dlaczego. Po drugiej stronie Włosi urządzili sobie wystawę metaloplastyki. Dowiaduję się od nich, jak piękna jest Warszawa i Szczecin. Dorzucam im swoje typy naszych miast, zapraszam do Poznania i rozglądam się co też mają ciekawego do pokazania.








Nad wystawą lśni kopuła żydowskiej synagogi.

Będąc na Torstrasse przypomniałem sobie, że niedaleko jest Club Der Polnischen Versager czyli Klub Polskich Nieudaczników. Ostatnio jak byłem, akurat remontowali wnętrze.

Tym razem mam więcej szczęścia. Poznaję Macieja. Zamawiam Tyskie, Maciej opowiada. Klub powstał ponad dziesięć lat temu. Przychodzą tu nie tylko Polacy, a przede wszystkim Niemcy. W dzień można się napić, wieczorem odbywają się tu koncerty. Wnętrze ma klimat i jest bardzo charakterystyczne. Wiszą obrazy Wioli Stankiewicz. Będę tu częściej wpadał.


Klub przyjął programowo w urządzeniu i nazwie kierunek zwrócony przeciw kulturze sukcesu. Zamiast tego prezentuje się niepowodzenie pod wszelkimi aspektami jako cel, do którego warto dążyć. „W polszczyźnie nieudacznik to ktoś, który niczego nie potrafi, ale – pozytywnie – też ktoś, kto nie spoczywa na laurach”.
Program klubu obejmuje literaturę, wystawiennictwo, projekcje polskich, estońskich i czeskich filmów oraz koncerty. Tyle Wikipedia mówi na ten temat.





Maciejowi dziękuję i wracam. Po drodze, już na obrzeżach miasta poznaję wzgórze, które kiedyś obserwowałem ze wzgórza Humboldheim. We wpisie z Djablicą i Flashem na przedostatnim zdjęciu je dobrze widać. Spróbować się tam przejechać czy może innym razem? Jadę. Nie jestem przygotowany na jej zdobywanie więc trochę ryzykuję, jednak jest jeszcze wcześnie. Brandenburgia to w przeważającej częsci płaski teren. Tak więc nawet taki mały pagórek dla kogoś, kto lubi góry cieszy.
Tak wygląda z daleka.

Tak z bliska

To Muhlenberg ma tylko 61 m wysokości, choć wydaje się być wyżej. Jadę wąską ścieżką przez wertepy, pola i łąki.


Dojeżdżam w końcu do podnóża górki. Spotykam kobietę.
Proszę pani, można na tą górę wejść?
Można, ale musi pan znaleźć dziurę w płocie, bo tu zagrodzone jak widać.
Dopiero teraz zauważam, że faktycznie, płot jest, każdy widzi.
Z rowerem da się?
Z rowerem to nie bardzo...
No to podziękowałem i zrezygnowałem z podjazdu. Wrażeń na dziś starczy. Dopiero potem w domu sprawdziłem. Na górkę da się wjechać, tylko z innej strony. Kiedyś więc spróbuje. Teraz przez las.

Bez większych przeszkód.

Okna na tym domku są także namalowane.

Wśród treli małych śpiewaków.

Wracam do domu. Dzień obfitował w znacznie wiecej wrażeń. Sfotografowałem m.in. nieznane obiekty na niebie, które nie wiadomo, do czego sklasyfikować, jednak wszystkiego pokazać się nie da. Fotek i tak dość dzisiaj. Może następnym razem...
Kategoria Niemcy